Kuchnia
Gdyby osoba przyzwyczajona do tradycyjnej kuchni zachodniej znalazła się na XVIwiecznej uczcie dworskiej we Francji lub Anglii, menu wydałoby się jej osobliwe. Jedną z potraw mogło być gęste purée z ryżu i kurczęcia zmieszanych z mleczkiem migdałowym, posypane cukrem i polane roztopioną słoniną, zwane blancmange. Pieczone prosię bywało podawane z sosem cameline przystawką w postaci soku z kwaśnych winogron zagęszczonego okruchami chleba, utartymi rodzynkami i tłuczonymi migdałami, przyprawionego cynamonem i goździkami. Jadłospis mógł również zawierać bób gotowany w mięsnym wywarze, podawany z siekaną miętą lub galaretką z pigwy i cukru bądź miodu. A do popicia był najczęściej hipokrasgrzane czerwone wino z dodatkiem sproszkowanego imbiru, cynamonu, goździków i cukru. Przenieśmy się jednak sto lat później, a wróci miłe uczucie swojskości. Na stole mógłby się znaleźć rosół wołowy, ostrygi, sardele i pieczony indyk podlany sosem. Do tego pieczarki duszone w śmietanie z pietruszką, zielona sałata z sosem winegret, świeże gruszki, sorbet cytrynowy i białe wino musujące. Przed rokiem 1650 jadłospis elit świata muzułmańskiego i chrześcijańskiego, od Delhi po Londyn, wyglądał bardzo podobnie: gęste przeciery, duża ilość przypraw, słodkokwaśne sosy, gotowane warzywa i grzane wina.